|
Jak wywołuję zdjęcia, czyli słów parę o Adobe Lightroom
Gdy minęło już parę lat, od kiedy zostałem użytkownikiem aparatu cyfrowego, szybko okazało się, że możliwość bezkarnego fotografowania powoduje bardzo szybki przyrost liczby zdjęć na dysku komputera. I tu rodzi się problem - jak nad tym wszystkim zapanować? Trzymanie plików w folderach z nazwami lokalizacji czy gatunków szybko okazało się nieefektywne, bo odnalezienie niektórych plików w tym labiryncie dyskowych katalogów graniczyło z cudem. Zacząłem więc szukać programu, który pozwoliłby mi w sposób efektywny zarządzać zdjęciami. Poszukiwania i próby trwały kilka lat i żadne narzędzie nie spełniało do końca moich oczekiwań - programy były albo zbyt uproszczone albo zbyt powolne. Któregoś dnia znajomy fotoamator zapytał, czy widziałem już wersję beta nowego narzędzia ze stajni Adobe o przewrotnie brzmiącej nazwie Lightroom (po angielsku darkroom to ciemnia, light to światło).Od pierwszego uruchomienia wiedziałem, że to jest to, na co czekałem. To, co widać na pierwszy rzut oka, to przyjemna szaro-czarna kolorystyka, moja ulubiona. Dzięki niej nic nie odciąga uwagi od fotografii. Jednak mnogość kontrolek w pierwszym kontakcie oszałamia. Ale po kolei. Najnowsza wersja programu będąca w sprzedaży nosi numer 2.7, choć od jakiegoś czasu można testować wersję 3.0beta*, która nie różni się znacząco wyglądem i funkcjonalnością, jednak autorzy zarzekają się, że jakość produkowanych fotografii jest jeszcze lepsza niż w poprzedniej odsłonie, a szybkość działania jest poprawiona. Obie wersje składają się z pięciu modułów:
Pierwszą czynnością, jaką musimy wykonać po zainstalowaniu programu, jest utworzenie katalogu zdjęć, czyli miejsca gdzie będą przechowywane wszelkie informacje o naszych fotografiach (uwaga, katalog nie przetrzymuje plików zdjęć, a tylko informacje o ich lokalizacjach, parametrach, itd.). Polega to na wskazaniu konkretnej lokalizacji z naszymi plikami (najczęściej wybranego foldera lub też całego dysku lub dysków, gdzie mamy nasze archiwum fotografii), po czym program sam wczyta zdjęcia do katalogu. Podczas tego procesu możemy od razu nadać wszystkim importowanym zdjęciom słowa kluczowe, parametry IPTC i określić wielkość tworzonych podglądów (prewek). Od tego momentu możemy już w pełni korzystać z modułu biblioteki. Mając zdjęcia w katalogu, moduł biblioteki będzie wyglądał jak na ekranie obok. Zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu, bo jest to widok, jaki będziemy oglądać najczęściej. Okno składa się z 4 bloków, z których każdy można schować lub otworzyć. Skrajnie po lewej znajduje się panel katalogu, folderów dyskowych i kolekcji (wyjaśnię różnice w dalszej części artykułu). Panel centralny to miniatury zdjęć, a panel po prawej to dane dotyczące wybranego (zaznaczonego) zdjęcia, m.in. histogram, słowa kluczowe, parametry IPTC. Na samym dole znajduje się z kolei pasek przewijania zdjęć z bieżącego folderu. Wróćmy na chwilę do bardzo istotnego elementu, jakim jest filozofia grupowania zdjęć w katalogu. Podobnie jak w Photoshopie każdą rzecz można zrobić na kilka sposobów. Lightroom oferuje kilka wariantów grupowania zdjęć. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest tworzenie struktury katalogów dyskowych z różnymi zdjęciami. Ja dla porządku i trochę z przyzwyczajenia zakładam katalogi dla lat, a w nich podkatalogi ze zdjęciami wg dat i wydarzeń.Drugim wariantem, z którego możemy skorzystać są kolekcje, będące czymś w rodzaju wirtualnych zestawów fotografii. Możemy zakładać kolekcje dla dowolnych kryteriów, co pozwala nam na stworzenie wygodnych dla użytkownika programu grup fotografii.Bardzo przydatną odmianą kolekcji jest tzw. "szybka kolekcja" (ang. quick collection). Klikając w prawym górnym rogu dowolnej miniatury, natychmiast dodajemy zdjęcie do szybkiej kolekcji, co przydatne jest, gdy chcemy np. wybrać zdjęcia do wydruku czy prezentacji. W panelu po prawej możemy ustawić podstawowe parametry naświetlania i balansu bieli zdjęć, ale wywoływanie lepiej robić w module Develop. Poniżej kolejne użyteczne i bardzo rozbudowane narzędzie do nadawania słów kluczowych zdjęciom. Mamy tu kilka wariantów obsługi - możemy wpisywać słowa ręcznie, wybierać z listy, tworzyć zestawy wyrażeń kluczowych. Opcji jest naprawdę wiele. Ponadto mamy w prawym panelu jeszcze mocno rozbudowane narzędzie do podglądu EXIF i edycji pól IPTC. Środkowe pole, przedstawiające miniatury fotografii, pozwala na niemal dowolne sortowanie zdjęć wg różnorakich kryteriów, a także jest wyposażone w rozbudowane opcje filtrowania. Jeśli podczas budowania katalogu poświęcimy sporo czasu tworzeniu kolekcji lub odpowiedniemu nadawaniu słów kluczowych, będziemy w stanie znaleźć interesujące nas zdjęcia w ciągu kilku sekund. Drugim modułem, który chciałbym po krótce opisać, jest moduł wywoływania zdjęć (ang. Develop). Lightroom pozwala nam w tym zakresie na bardzo wiele i jest praktycznie kompletnym narzędziem. Obok tradycyjnych kontrolek balansu bieli, ekspozycji, nasycenia program pozwala nam na odszumianie, korekcję winiety, aberracji chromatycznej. Bardzo przydatne i często używane okazują się narzędzia do prostowania przekrzywionych zdjęć, kadrowania, plamkowania, redukcji czerwonych oczu. Począwszy od wersji drugiej Lightrooma dysponujemy opcją nakładania filtrów połówkowych (dla różnych parametrów, np. ekspozycji czy saturacji) w dowolny sposób i w dowolnej ilości. O ile stosowanie ich na plikach JPG mija się zwykle z celem, o tyle na RAWach daje bardzo dobre efekty, porównywalne ze stosowaniem filtra w momencie robienia zdjęcia, oczywiście pod warunkiem odpowiedniego naświetlenia zdjęcia. Ostatnim narzędziem z serii służącym do modyfikacji fotografii jest pędzel, który funkcjonuje podobnie do filtrów połówkowych, ale jego działanie jest punktowe. Możemy dzięki niemu np. rozjaśnić lub nasycić kolorem dowolny okrągły fragment zdjęcia. Szalenie przydatną cechą przy wywoływaniu całej grupy zdjęć jest możliwość synchronizacji parametrów. Wracając z terenu, mamy często serie zdjęć robione przy tych samych warunkach. W takim przypadku korygujemy tylko jedno zdjęcie i synchronizujemy parametry z pozostałymi, dzięki czemu oszczędzamy sporo czasu. Lightroom pozwala nam także natworzenie tzw. presetów, czyli zestawów ustawień, które możemy zapisać. Przydaje się to na przykład wtedy, gdy mamy swój ulubiony algorytm konwersji zdjęć na czarno-białe - możemy zapisać swoje ustawienia, żeby później w przyszłości jednym kliknięciem zamienić zdjęcie na czarno-białe zgodnie z naszymi ulubionymi ustawieniami. Oczywiście mamy możliwość zapisania dowolnych presetów wedle uznania. Gdy w naszym procesie wywoływania dojdziemy do ostatniego zdjęcia, powinniśmy wrócić do modułu biblioteki. Trzeba pamiętać, że pliki RAW (a na takich najczęściej pracujemy) są niezmienialne, czyli wszelkie zmiany w parametrach nie zmieniają samego zdjęcia. Ponadto pliki tego typu są mało użyteczne w późniejszym zastosowaniu - trzeba mieć specjalistyczne oprogramowanie do ich odczytu, nie można ich publikować w Internecie, ani zrobić odbitek w laboratorium. Musimy zatem z naszych plików RAW wygenerować taki format, który nam na to wszystko pozwoli. W codziennej praktyce stosowanes ą dwa typy plików - bezstratny TIFF (pliki bardzo dobrej jakości, ale jednocześnie ogromnych rozmiarów) oraz stratny JPG. Osobiście uważam, że jeśli maksymalnym formatem powiększeń, jakie będziemy robić, jest 30x45 cm, to optymalnie wystarczy zapisywać pliki w formacie JPG ze współczynnikiem jakości 95 lub więcej. Takie pliki tracą bardzo mało na jakości i można ich z powodzeniem używać w dalszych czynnościach. Jak jednak stworzyć plik JPG czy TIFF, jeśli w programie nie ma opcji "zapisz"? Producenci przyjęli inną filozofię, a mianowicie każde ze zdjęć,które ma być użyte poza programem, trzeba poddać tzw. eksportowi. To nic innego jak zapisanie jednego lub całej grupy zdjęć w formacie JPG lub TIFF z zastosowaniem parametrów, jakie ustawiliśmy podczas wywoływania. Program pozwala nam jednocześnie na dodanie generowanych zdjęć do naszego katalogu, co przydaje się istotnie np. do tworzenia kopii bezpieczeństwa zdjęć. Ja z każdej sesji fotograficznej eksportuję JPGi i przechowuję obok katalogu z RAWami, dzięki czemu mam od razu dostęp do wywołanych zdjęć, a w przypadku jakiejś awarii wszystkie pliki mają swoją kopię. Ostatnim modułem, o którym chciałbym napisać, jest "Web", czyli możliwość generowania stron internetowych.Mamy w programie kilka dostępnych szablonów we Flashu i HTMLu (możemy pobrać więcej darmowych z Internetu), z których możemy korzystać zależnie od naszych upodobań. Należy tu zaznaczyć, że program da nam jedynie możliwość stworzenia prostej strony z prezentacją wybranych zdjęć, bez dodatkowej nawigacji. Jest to zatem dobre rozwiązanie, gdy chcemy pewien zestaw zdjęć udostępnić w Internecie w atrakcyjnej formie, ale nie będzie on w żaden sposób powiązany z innymi stronami i nie będzie zawierał jakiejkolwiek hierarchii. Możemy np. wygenerować galerię z naszej ostatniej sesji w terenie, zapisać ją lub bezpośrednio z Lightrooma wrzucić na nasz serwer, a znajomym przesłać link, lub umieścić go na naszej głównej stronie. Zastanawiałem się, jak można podsumować ten artykuł, bo przecież wszystkie zalety opisałem już wyżej, a to tylko wycinek możliwości, jakie oferuje Lightroom. Najlepszą rekomendacją niech będzie to, że używam go jako kompletnego i praktycznie jedynego narzędzia do przeglądania i obróbki zdjęć. Mogę go śmiało polecić wszystkim fotografom przyrody, którzy szukają programu, który pozwoli im zarządzać wielotysięcznymi archiwami (a wersja 3 robi to bardzo sprawnie), maksymalnie uprościć proces wywoływania zdjęć, pozwalając jednocześnie zachować bardzo dobrą jakość zdjęć. Program co prawda nie jest tani, bo kosztuje 300 dolarów, ale zdecydowanie jest wart swojej ceny. |